Zielona fala tsunami i historia Rumi, a siła wolnego wyboru objawiająca się w przestrzeni miasta

Przede wszystkim chciałbym podziękować wszystkim moim dotychczasowym rozmówcom, jesteście cudowni. Wyniki ankiet, które robiliśmy podczas spotkań z Rumianami, można oglądać m.in. na moim Facebooku. W rozmowach wyłania się kilka spraw pierwszorzędnych, wymienię tylko niektóre z nich. Są to przed innymi, infrastruktura: drogi, w tym oświetlenie, architektura zieleni, ich jakość i zwiększanie przepustowości. To ostatnie, za sprawą obwodnicy miasta i tunelu przy dworcu w Janowie. Kolejnym, są sprawy społeczne, nie zostawiamy nikogo w tyle, leży nam na sercu nowy Ośrodek Pomocy Społecznej, ocieplenie domów komunalnych i może najważniejsze więcej żłobków. Zaobserwowaliśmy też silną potrzebę, aby zwiększać pomoc wolontariuszy, to praca z osobami w podeszłym wieku, sieć dostarczycieli paczek żywnościowych i nie tylko. Ważnym jest także dostęp ludzi młodych do najnowszych technologii. Rozumiem przez to pokazy osiągnięć robotyki, techniki modelowania z pomocą okularów 3D, druku 3D, nieodpłatnie i pod okiem wykwalifikowanego personelu, w przeznaczonym do tego inkubatorze przedsiębiorczości. Istnieje także potrzeba budowy boisk do siatkówki, kosza i piłki. Inwestycja w te elementy jest potrzebna, bezdyskusyjnie jest to najlepszy sposób dbania o naszą wspólną przyszłość.

 

Wychodząc na spacer, powinniśmy relaksować się w zieleni miasta, umysł powinien kierować się do zielonej fali tsunami lasu Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, jak i parków wewnątrz miasta. Wiele osób wskazało mi także na potrzebę renowacji historycznego dziedzictwa Rumi: ruin gotyckiego kościoła katolickiego, Góry Markowca, uczczenia pamięci lotniska i lotników w Rumi, Placu Kaszubskiego, ludzie zapominają także o takich miejscach jak strzelnica czy kamień upamiętniający upolowanie przez Wilhelma II głuszca w okolicznych lasach na trasie do Zbychowa.

 

Dla przykładu. Dzieci, młodzież i dorośli idąc, świeżo utworzonym szlakiem polowań Wilhelma II, uczyliby się o gospodzie Auerhahn – Głuszec, w której kuracjusze umiejscowionego w Rumi kurortu spotykali się, korzystając z wypoczynku w naszych lasach. Na trasie podziwiać można by przedstawienia fauny zamieszkującej niegdyś te lasy, np. owe głuszce, których próżno już szukać, czy już nie występujące u nas łosie. Lasy były niegdyś pełne dzikiej zwierzyny. Chodzi o to by upiec kilka pieczeni na jednym rożnie. Mianowicie, zainteresować historią tych ziem sięgającą również Królestwa Prus. Pokazać jakich zwierząt już nie ma i dlaczego. A także, co pozyskiwano z lasu w dawnych czasach, na jaką skalę i w jaki sposób. Prócz tradycyjnych tablic, mogłyby wstępować na drodze trójwymiarowe rzeźby zwierząt, a do przekazania treści, można by wykorzystać rzeczywistość rozszerzoną z telefonów i geocaching. Na trasie zaplanować ćwiczenia cossfitowe. Pruska dyscyplina! Oczywiście wszystko w formie refleksyjnej zabawy.

 

Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że zwracam uwagę na nadużywanie wizualnej techniki, to strasznie pochłania nasze zmysły. Jeśli nie zadbamy o świadomość historyczną, będziemy musieli mówić nie tylko o narodzie bez historii, ale i o ludziach bez osobistych wspomnień. Dawniej ludzie po pracy siadali w wspominali dzień mijający, co działo się wczoraj, tydzień temu, w dzieciństwie, w latach ubiegłych, dawniej. Dzisiaj niczym zaczarowane zwierciadła, hipnotyzują nas ekrany, patrząc w nie zapominamy o sobie samych. Technologia jednak nie musi nas w tym stopniu absorbować i wyłączać zmysły, może być świetnym narzędziem i naszym przedłużeniem, jednak musi być to narzędzie precyzyjne i musimy młodzież tej precyzji uczyć.

Łukasz Bartkowiak